Duże granie, spore emocje, jednak Superpuchar nie dla biało-zielonych, nie tym razem.
Mogą się zmieniać w Rekordzie i Piaście trenerzy (bardzo rzadko), czy zawodnicy (znacznie częściej), niezmienne pozostaje jedno – sportowa jakość oraz intensywność meczów z udziałem obu drużyn. Gdy do tego dochodzi jeszcze tak poważna stawka, jak Superpuchar…
Pierwsza część minęła pod znakiem bardzo dobrego tempa gry i niewielkiej liczby czystych, klarownych okazji bramkowych. Praca w defensywie graczy z pola, uważność bramkarzy w tej fazie spotkania, to rzucało się w oczy. Gliwiczanie niemal każdy z ataków starali się kończyć uderzeniem, stąd pełne ręce roboty miał Michał Kałuża. Golkipera Rekordu na próbę wystawili m.in. Dill, Jani Korpela, Miguel Pegacha, czy Tomasz Kriezel. Z każdego z tych sprawdzianów bramkarz Bielszczan i reprezentacji Polski wychodził zwycięsko. Ale i po drugiej stronie musiał mieć się na baczności Michał Widuch, którego czujność i refleks przetestowali Kacper Pawlus, czy Matheus. Działo się to już przy prowadzeniu „rekordzistów”, którzy złapali Gliwiczan „na wykroku”, gdy ci ruszyli do śmielszej ofensywy. Po stracie piłki rywali w okolicy połowy boiska bez zastanowienia z kontrą popędził Mikołaj Zastawnik, po którego asyście Romada „położył” obrońcę na parkiecie i przymierzył do bramki Piasta.
Skoro wcześniej było o powtarzalnych elementach w bielsko-gliwickich konfrontacjach, po przerwie pojawiły się „boiskowe iskry”, nic nowego. Co gorsza, w próbie nerwów - niestety - lepiej poczuli się rywale. Jednak zanim na parkiecie rozgorzała regularna, boiskowa walka, biało-zieloni dali się dwukrotnie wywieść w pole, w niegroźnych - z pozoru - sytuacjach. Eric Panes z Tomaszem Kriezelem dwójkową, szybką akcją łatwo ograli bielską defensywę. Z kolei Vinicius Lazzaretti bezlitośnie wykorzystał przestrzeń, by oddać piorunujące uderzenie z dystansu. Zawiodło krycie, zawiodła asekuracja. Utrata korzystnego wyniku w tak krótkim odcinku czasowym spowodowała u Bielszczan nerwowość i frustrację. Jej skutkiem był szósty faul i przedłużony rzut karny, z którego nie pomylił się Dill. Ofensywa „rekordzistów” doprowadziła do zdobycia jedynie kontaktowego gola. Po indywidualnej, spektakularnej akcji do bramki Piasta przymierzył zza linii pola bramkowego Paweł Kaniewski.
Mimo usilnych starań i gry z „lotnym” bramkarzem (M. Zastawnikiem) do dogrywki nie udało się doprowadzić.
To było siedemnaste starcie o futsalowy Superpuchar w historii, piąty z udziałem Rekordu i Piasta, drugi, zwycięski dla Gliwiczan - gratulujemy.
TP/foto: PP
Piast Gliwice – Rekord Bielsko-Biała 3:2 (0:1)
0:1 Romada (12. min.)
1:1 Kriezel (24. min.)
2:1 Lazzaretti (26. min.)
3:1 Dill (31. min., z przedłużonego rzutu karnego)
3:2 Kaniewski (35. min.)
Rekord: Kałuża – Varela, Gustavo Henrique, Budniak, Morgato, Romada, Kaniewski, Matheus, Zastawnik, Marek, Pawlus, Haraburda, Wykręt, Florek
najbliższy mecz
poprzedni mecz
ul. Startowa 13, 43-300 Bielsko-Biała