Przemyślanie krok bliżej finału, ale podobna sytuacja miała miejsce przed rokiem, w ćwierćfinale rozgrywek 2024/25.
Zanim jednak o historii, zdań parę o pierwszej rywalizacji tegorocznego półfinału MP. Chyba niewielu spodziewało się aż tak ofensywnego nastawienia obu zespołów. „Rekordziści” oraz przyjezdni postawili na zdecydowany, momentami wręcz frontalny atak. Stąd pełne ręce roboty mieli obaj bramkarze. Już na wstępie po strzałach Edgara Vareli i Guilherme Kadu - akurat nie rękami, a nogami musiał interweniować Krzysztof Iwanek. W 3. minucie Rostisław Semenczenko przegrał starcie „oko w oko” z Michałem Kałużą. A to był dopiero początek spotkania… Na dystansie pierwszej odsłony większość spośród biało-zielonych miała okazje do pokonania golkipera Texom Eurobusu, jednak futsalowy wychowanek bielskiego klubu zrobił wiele, aby gospodarze trafiali właśnie w niego. Gdy gol dla Bielszczan wisiał na włosku, do bramki gospodarzy uderzeniem zza pola karnego przymierzył Danił Abakszyn. Zasłonięty M. Kałuża nie miał szans na skuteczną obronę. Po kilkudziesięciu sekundach bliski doprowadzenia do wyrównania był Paweł Budniak, po strzale z 8-9-ciu metrów na przeszkodzie stanęła poprzeczka! Cierpliwość i konsekwencja „rekordzistów” nagrodzona została nieco później, gdy po dograniu z kornera bramkarza gości zaskoczył strzałem z tzw. pierwszej piłki Mikołaj Zastawnik.
Pierwszego trafienia w drugiej połowie wielu kibiców… nie obejrzało. Zanim zajęli po przerwie miejsca na trybunach, Przemyślanie błyskawicznie wykorzystali dezorganizację w bielskich szeregach obronnych. Ledwie dziesięć sekund (!) po wznowieniu gry niepilnowany Henrique Diniz celnym strzałem z bliska przywrócił gościom prowadzenie. I w tym przypadku riposta „rekordzistów” mogła być natychmiastowa. Uderzenie P. Budniaka zdołał sparować K. Iwanek, przy dobitce Gustavo Henrique trafił w słupek. To była jedna z bardziej dogodnych szans biało-zielonych do zdobycia gola w tej części meczu. W kilku innych zabrakło strzeleckiej precyzji albo świetnie spisywał się w bramce K. Iwanek. Ale i gracze Texom Eurobusu mieli swoje szanse, że przywołamy główkową okazję H. Diniza z 30. minuty, po której instynktowną interwencją błysnął M. Kałuża. Gospodarze upatrywali swojej szansy sięgając po sędziowski video support, w spornej sytuacji dopatrując się rzutu karnego po domniemanym faulu na G. Kadu. Po obejrzeniu zapisu kontrowersyjnego zajścia w polu karnym rozjemcy nie podzielili zdania bielskiego sztabu trenerskiego.
Wobec problemów z przedarciem się pod bramkę przyjezdnych, skoncentrowanych na zaryglowaniu dostępu w okolice pola karnego, Jesus Lopez Garcia zdecydował się na desygnowanie Franco Spellanzona w koszulce „lotnego” bramkarza. Żadna z prób strzeleckich nie doprowadziła do remisu, a na niespełna 50 sekund przed końcem spotkania wybiciem z własnej połowy R. Semenczenko trafił do bielskiej bramki.
W weekend rywalizacja przeniesie się do miasta nad Sanem, gdzie oczywistymi faworytami będą gospodarze, jakby nie spojrzeć - zwycięzcy zasadniczej części rozgrywek FOGO Futsal Ekstraklasy. Jednak szans „rekordzistów” na wygranie dwóch spotkań absolutnie nie wolno przekreślać. Nadzieja płynie z - summa summarum - dobrej postawy naszego zespołu oraz nieodległej historii.
W pierwszym z ubiegłorocznych ćwierćfinałów Przemyślanie wywieźli z hali „Widok” przekonujące 6:2. Drugie (5:4) i trzecie spotkanie (4:4 i 5:4 w rzutach karnych) wygrali biało-zieloni, awansując do 1/2 finału. Mówią, że historia lubi się powtarzać…
TP/foto: PM
Rekord Bielsko-Biała – Texom Eurobus Przemyśl 1:3 (1:1)
0:1 Abakszyn (12. min.)
1:1 Zastawnik (17. min.)
1:2 Henrique (21. min.)
1:3 Semenczenko (40. min.)
Rekord: Kałuża – Doša, Kadu, Varela, Pawlus, Gustavo Henrique, Kenji, Budniak, Marek, Krzempek, Zastawnik, Spellanzon, Haraburda, Florek
najbliższy mecz
poprzedni mecz
ul. Startowa 13, 43-300 Bielsko-Biała