Zimny prysznic…
Po dwóch dobrych i wygranych, wyjazdowych potyczkach bielscy kibice oczekiwali kontynuowania serii w domowej premierze. We wspomnianych konfrontacjach w Pniewach i Toruniu „rekordziści” dość długo się rozkręcali, nabierali tempa, jak to mówią – wchodzili w mecz. Podobnie było w starciu z Wrocławianami, ale ponieważ - w przeciwieństwie do meczów z Red Dragons i FC Reiter - „rekordziści” nie zdołali zdobyć gola na wagę prowadzenia, można było mówić o problemach z organizacją gry. Pocieszeniem natomiast mogła być przedłużona o kolejnych 20 minut seria bez straty gola.
Dopiero na finiszu pierwszej połowy gracze obu zespołów zadbali o zwiększoną dawkę emocji. Tylko w trakcie jednej, 20. minuty, dwukrotnie bliski wpisania na listę strzelców był Mikołaj Zastawnik. W pierwszym przypadku na przeszkodzie stanął bardzo dobrze usposobiony w bramce Jesus Quiles, w drugim – poprzeczka. Po drugiej stronie stuprocentowej szansy nie wykorzystał Leo Santana. Tu z kolei przedniej marki interwencją błysnął Michał Kałuża.
Iskierką nadziei na starcie drugiej odsłony był nieznacznie chybiony strzał głową M. Zastawnika. Tymczasem po przerwie lepiej zaprezentował się zespół Śląska. I tu warto podkreślić słowo „zespół”, za kolektywność zademonstrowaną przez Wrocławian w drugiej połowie. Miała jednak ekipa dwóch graczy, którzy doskonale wywiązali się z roli szefów. Lion Ribeiro de Souza udowodnił, iż nie przypadkiem wybrany został odkryciem poprzedniego sezonu ekstraklasowego. Natomiast L. Santana był spoiwem całości wśród przyjezdnych. 38-letni Brazylijczyk był tą wersją siebie, jaką niektórzy kibice mogą pamiętać z występów dla np. Kairatu Ałmaty, FC Barcelony, czy ElPozo Murcia.
Natomiast chwalona w ostatnich bielska defensywa wcale nie okazała się murem nie do przebicia. Przy dwóch stałych fragmentach dla przyjezdnych ewidentnie „rekordziści” zawiedli w kryciu i asekuracji. W kilku innych przypadkach na wysokości zadania stanął w bramce Rekordu M. Kałuża. W 25. minucie, po strzale Nicolasa Tumkiewicza w sukurs przyszedł słupek. A propos uderzeń w „aluminium”, dwa takowe zaliczył również Edgar Varela (27. i 34. min., na zdjęciu).
Przez ponad pięć minut gry na finiszu spotkania gospodarze próbowali sforsować obronę Śląska grając piątką w polu, z Gustavo Henrique i zamiennie z M. Zastawnikiem, w roli „lotnego” bramkarza. Na oczekiwany skutek bramkowy trzeba było poczekać do ostatniej prostej meczu, gdy na 10 sekund przed końcową syreną, po podaniu Pawła Budniaka do bramki rywali przymierzył Matheus. Na więcej nie wystarczyło czasu…
Już w środę czeka „rekordzistów” kolejne, ligowe spotkanie. W Przemyślu biało-zieloni zmierzą się z Texom Eurobusem. A już za tydzień (sobota, g. 18), przy Startowej 13, Bielszczanie podejmą BSF ABJ Bochnia.
TP/foto: PM
Rekord Bielsko-Biała – Jaxan Śląsk Wrocław 1:2 (0:0)
0:1 Ribeiro de Souza (24. min.)
0:2 Ribeiro de Souza (29. min.)
1:2 Matheus (40. min.)
Rekord: Kałuża – Romada, Morgato, Varela, Marek, Kaniewski, Gustavo Henrique, Budniak, Pawlus, Zastawnik, Haraburda, Matheus, Wykręt, Florek
Widzów: 350
najbliższy mecz
ul. Startowa 13, 43-300 Bielsko-Biała