Kacper Szymala, trener bramkarzy bielskiego Rekordu w obszernym wywiadzie dla witryny Sportowe Beskidy.
(…) Debiut Wiktora Żołneczki w Ekstraklasie to świetna wizytówka także dla Rekordu. Jak z Twojej perspektywy wyglądały jego początki w Rekordzie i w którym momencie poczułeś, że ten wyższy poziom jest u niego realnie na wyciągnięcie ręki?
- Bardzo się cieszę, że dzięki debiutowi Wiktora jest trochę głośniej o klubie i akademii. Absolwenci naszej szkoły cyklicznie pojawiają się na szczeblu centralnym i w Ekstraklasie, ale jest to bodajże pierwszy przypadek na pozycji bramkarza, z czego jesteśmy bardzo dumni. Co do Wiktora... Starałem się mu tego nigdy nie mówić, żeby nie „pompować balonika”, ale od pierwszego treningu testowego wiedziałem, że ma ogromny potencjał. Bramkarsko miał duże rezerwy, bo wcześniej nie trenował codziennie, ale obszarem, który go wyróżniał, była jego sprawność fizyczna i podejście do pracy. Mimo świetnych warunków fizycznych był dobrze przygotowany koordynacyjnie i gimnastycznie, miał dużą naturalność i swobodę w ruchach. Mając tak solidny fundament plus dokładając jego etykę pracy, która od pierwszych dni była na bardzo wysokim poziomie, większość aspektów technicznych przyswoił w rok i widać było gołym okiem, że z miesiąca na miesiąc idzie do przodu. Trzyletni plan rozwoju, który mu nakreśliliśmy, zrealizował w niecałe dwa. Po pół roku napisałem do jednego z trenerów, półżartem, półserio, że jeśli ten chłopak nie zagra w Ekstraklasie, to ja się nie znam... (uśmiech). Ale nawet przez myśl mi nie przeszło, że stanie się to tak szybko. Ten etap zrealizował, ale najlepsze i najtrudniejsze dopiero przed nim.
Za Tobą około cztery lata pracy w klubie. Co z perspektywy tego czasu było kluczowe, by udowodnić lokalnemu środowisku, że w Rekordzie po prostu „da się” wyszkolić bramkarza na poziom centralny?
- Żeby odpowiedzieć na to pytanie, można byłoby napisać książkę (uśmiech). Na pewno obszar merytoryczny musi się „zgadzać”, więc organizacja i jakość pracy trenerów bramkarzy musi być na odpowiednim poziomie. Jest to jednak tylko jeden element układanki i jeśli cały klub nie współpracuje i nie ma jasno określonych celów, to nawet robiąc wszystko boiskowo idealnie, nie przeskoczy się pewnych rzeczy. Dzięki prezesowi Januszowi Szymurze cały klub funkcjonuje na określonych zasadach i to, że wszyscy graliśmy do jednej bramki, miało większe znaczenie niż jakiekolwiek analizy czy treningi. W przypadku Wiktora duży udział w jego funkcjonowaniu miał dyrektor Jarosław Krzystolik, który robił wszystko, żeby pogodzić obszar sportowy ze szkolnym, nasz skaut Adrian Buzga, który jako pierwszy dostrzegł Wiktora, trener Darek Rucki, pod którego wodzą zadebiutował w drugiej lidze, oraz wszyscy trenerzy akademii, z którymi współpraca też musiała być na odpowiednim poziomie. Wiktor niejednokrotnie był przesuwany przez nas o dwie, trzy kategorie „w górę”, zanim zaczął prezentować wybitny poziom, co nie zawsze było komfortowe. Było to jednak kluczowe z punktu widzenia jego rozwoju i dostrzeganie tego przez trenerów prowadzących miało bardzo ważny wpływ. (…)
Całość do przeczytania – tutaj.
dodał: TP/foto: PP
najbliższy mecz
ul. Startowa 13, 43-300 Bielsko-Biała