Historie Jesusa „Chusa” Lopeza Garcii oraz Andrei Bucciola wg internetowego serwisu Śląskiego Związku Piłki Nożnej.
Jeden przyjechał do Polski na dwa tygodnie i został na ponad dekadę. Drugi najpierw zakochał się w Polce, później w futsalowym projekcie Rekordu, a droga z rodzinnej piekarni zaprowadziła go aż na stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski. Dziś Jesús „Chus” López i Andrea Bucciol są nie tylko trenerami, ale też ważną częścią historii Rekordu Bielsko-Biała.
Ich historie różnią się niemal wszystkim. Łączy je jednak futsal, bramkarska przeszłość, śródziemnomorski charakter i przekonanie, że właśnie u stóp Beskidów znaleźli miejsce, z którym związali swoje życie. Kiedy Chus López wspomina początki, robi to z uśmiechem. – Ja jestem z Barcelony, to super miasto. Mój pierwszy wyjazd do Polski to był Wrocław. Jeszcze nie wiedziałem, co mnie dalej czeka, a mianowicie przyszłość w Bielsku-Białej. Bielsko mnie jednak urzekło. Góry, gastronomia, bardzo lubię tutejszą kulturę – opowiada szkoleniowiec Rekordu.
To jednak nie futsal był początkiem tej historii. – Spotkałem moją ówczesną dziewczynę, a dziś żonę, na Majorce podczas wakacji. Powiedziała, żebym przyjechał na dwa tygodnie do Wrocławia. I tak zostałem jedenaście lat – śmieje się Hiszpan. – Właśnie tutaj zaczęliśmy planować wspólną przyszłość i założyliśmy rodzinę. Podobny scenariusz napisało życie Andrei Bucciola. – Najpierw poznałem żonę, a później Polskę – śmieje się Włoch. – Poznaliśmy się podczas sylwestra we Włoszech. Mój szef z piekarni miał żonę Polkę, która była koleżanką mojej przyszłej żony. I tak wszystko się zaczęło. (…)
Cały artykuł do przeczytania – tutaj.
dodał: TP/foto: PM