Piłka nożna

Ceglarz: tu wszystko poszło do przodu

Jak niewielu, z perspektywy powrotu do bielskiego Rekordu po 16-stu latach, jest w stanie ocenić skalę zmian przy Startowej 13, między innymi o tym w rozmowie z Piotrem Ceglarzem.

 

Jak odnajdujesz klub, jego infrastrukturę po ponad 16-letniej nieobecności w tym miejscu?

- Sam klub oraz obiekt bardzo się zmienił. Teraz oceniam wszystko przez pryzmat pierwszej drużyny, zespołu drugoligowego, a w tej materii wszystko poszło bardzo mocno do przodu, tak pod względem organizacyjnym, jak sportowym. W mojej opinii, w tych aspektach, Rekord nie ustępuje czołówce pierwszej ligi.

 

Ocena piłkarskiej jakości?

- Nie zapominajmy, że jestem w klubie dopiero od trzech dni. Ale już na podstawie tego co dostrzegłem w treningach mogę przypuszczać, że dla wielu chłopaków to jest „przystanek” w drodze do dalszej kariery. Identycznie, jako „przystanek”, postrzegam pozycję klubu. Nie ukrywam, że wróciłem do Rekordu, by rywalizować o jak najwyższe cele. Dlatego liczę, że dla tych chłopaków, dla mnie, dla klubu druga liga jest tylko „przystankiem”.

 

Kogo z aktualnych „rekordzistów” miałeś sposobność poznać już wcześniej?

- Daniela Świderskiego poznałem z Motorze Lublin. W przeszłości gdzieś tam mijaliśmy się, „przecinaliśmy się” z Konradem Karetą, Tomkiem Boczkiem, Mateuszem Klichowiczem i Wiktorem Kaczorowskim.

 

Rozwikłajmy zagadkę sprzed dziewięciu lat, gdy wydawało się, że już wówczas wrócisz do Cygańskiego Lasu. Co wtedy nie zagrało, co spowodowało, że wybrałeś rzeszowską Stal, a w dalszej konsekwencji Motor Lublin?

- Nie chciałem wtedy wracać do trzecioligowca. Jasne, Stal również występowała wtedy na tym samym szczeblu, ale z jasno nakreśloną perspektywą awansu, który ostatecznie po dwóch latach udało się zrealizować. Miałem jeszcze w Rzeszowie kontrakt obowiązujący przez kolejny rok, ale zdecydowałem się na przenosiny do Lublina. Samo miasto, klub, jego warunki organizacyjne, stadion, infrastruktura, zrobiły na mnie wrażenie. Wiedziałem, że to jest to! Miałem przekonanie, że dalsze awanse, kolejny krok w mojej karierze jest tylko kwestią czasu. Nie przypuszczałem jednak, że wszystko potoczy się tak szybko, z awansem do ekstraklasy włącznie.

 

W Motorze zetknąłeś się z mocnymi osobowościami trenerskimi…

- Do Lublina ściągał mnie Mirosław Hajdo, z którym mam kontakt do teraz. Później stery w Motorze przejął Marek Saganowski, a następnie Stanisław Szpyrka, będący aktualnie w sztabie szkoleniowym Stali Stalowa Wola. Kolejnym szkoleniowcem Motoru został Goncalo Feio, o którym chciałbym powiedzieć trochę więcej. Portugalski trener tak szczerze, to jakim jest szkoleniowcem, człowiekiem, mogę mówić wyłącznie w superlatywach. Trener Feio rozwinął cały klub pod każdym względem i nie mam na myśli tylko samych zawodników. Organizacja, profesjonalizm, dbałość o najmniejsze detale, a wszystko z myślą o rozwoju każdego z piłkarzy, w konsekwencji drużyny i klubu. Za przykład może posłużyć historia Michała Króla, który po epizodzie w ekstraklasowym Górniku Łęczna wrócił do Motoru. Był prawym obrońcą, który na wstępie miał spore kłopoty z miejscem w składzie, konkurentem na jego pozycji był zbierający świetne oceny Filip Wójcik. Trener Feio poświęcał Michałowi tak wiele czasu w trakcie indywidualnych zajęć, tak bardzo go rozwinął, że po zmianie boiskowej pozycji na skrzydłowego rozegrał doskonały sezon. Jasne, sam Michał musiał chcieć podjąć się ciężkiej pracy, ale trener Goncalo poświęcił na to mnóstwo czasu i uwagi, poza codziennymi obowiązkami w pracy z drużyną. Już po awansie do ekstraklasy Michał rozegrał dwa znakomite sezony, strzelał gole, asystował. Podsumowując, trenera Feio uważam za doskonałego fachowca w kontekście rozwoju zawodników, rozumienia piłki nożnej, organizacji gry i taktyki. Dla Portugalczyka każdy zawodnik był równie ważny, ten - nazwijmy to „numer 24” w kadrze - jak piłkarz z podstawowej, wyjściowej jedenastki. Każdego potrafił umiejętnie trzymać „pod prądem”.

A na końcu mojego pobytu w Motorze szkoleniowcem Lublinian był Mateusz Stolarski, który według mnie utrzymał standardy wypracowane już za czasów trenera Feio. A to wcale nie było takie proste, ani ewidentne. Pod tym względem – szacunek.

 

Wróćmy na Startową, jakie sobie cele stawiasz przed nachodzącym sezonem?

- Przed wszystkim chcę się dobrze przygotować do rozgrywek, tak by czuć się możliwie najlepiej pod kątem fizycznym. Wiem, że jeśli w tym kontekście wszystko jest OK, a dbam o to, staram się utrzymywać w jak najlepszym zdrowiu, to wszystko będzie w porządku. Na razie, choć do ligi już całkiem blisko, jesteśmy jeszcze w trakcie mocnych treningów. Ale widzę, że wszystko jest robione z głową. A personalnie… Nie chcę deklarować żadnych liczb. Przede wszystkim chciałbym, abyśmy jako zespół grali bardzo dobrze, a wtedy indywidualności same się wykreują. Kiedy zespół gra gorzej, ciężej, trudniej operuje piłką, to o indywidualności również nie jest łatwo. Grać ładnie dla oka, skutecznie, stwarzać podbramkowe sytuacje, dobrze bronić – to powinniśmy mieć za cel. A wtedy przyjdą również liczby całego zespołu.

 

Dziękuję za rozmowę.

- Dziękuję.

 

TP/foto: PP

poprzedni mecz

PIŁKA NOŻNA
11.07.2026 / sobota / godz. 11:30
Sparing
1 : 1