Przerwana seria…
Blisko pół godziny gry na sztucznej murawie było dla „rekordzistów” sztuką przetrwania, przeczekania ataków gospodarzy. Wyglądało to, mniej więcej, jak minuty otwarcia wyjazdowych meczów z rezerwami Legii, czy Avią. Tyle, że nawałnica miejscowych przekładała się niemal wyłącznie na tzw. posiadanie piłki oraz liczne kornery. Fakt, w 6. minucie przy strzale z dystansu gracza Podhala Wiktor Kaczorowski musiał wykazać się najwyższym kunsztem, ale zasadniczo nic szczególnie groźnego nie działo się pod bramką gości.
W bliskim sercom kibiców hokeju z Nowego Targu jest takie pojęcie jak - nadmierna ostrość w grze. I do tego częstokroć zawodnicy Podhala się uciekali, nie przebierając w środkach w walce o piłkę. Stąd zdecydowanie przedwcześnie zakończyli udział w meczu mocno poturbowani Dawid Mazurek i Piotr Ceglarz.
A z aspektów stricte futbolowych? Ostatni kwadrans pierwszej części dostarczył więcej wrażeń czysto piłkarskich. W 32. minucie W. Kaczorowski z refleksem interweniował przy strzale z bliska Marcinho. Natomiast w 34. i 38. minucie obronie Podhala dał się we znaki Mateusz Tekieli. W pierwszym przypadku oddał zbyt lekki strzał, by zaskoczyć Doriana Frątczaka, w drugim główkował niecelnie. Na finiszu tej odsłony groźne, minimalnie niecelne uderzenie z 17-18-stu metrów oddał Marcinho.
Jeśli w sferze emocjonalnej przed przerwą było… oszczędnie, to w drugiej połowie chyba nawet w nadmiarze. Jak na starcie meczu Nowotarżanie od wyjścia z szatni przystąpili do szturmu, jednak tym razem stwarzając realne zagrożenie pod bielską bramką. Marcinho (46. min.) i Mikołaj Lipień (51. min.) sprawdzili dyspozycję W. Kaczorowskiego po kwadransie pauzy. Bielszczanie odpowiedzieli sygnalizowanymi uderzeniami Filipa Sapińskiego (56. min.) i Daniela Ściślaka (na zdjęciu) z rzutu wolnego (61. min.). I gdy wydawało się, ze biało-zieloni trzymają rywali na bezpiecznym od siebie dystansie, po kolejnym z rzutów rożnych dla gospodarzy, „rekordziści” dopuścili do chaosu, w którym najlepiej odnalazł się celnie główkujący z 6-ciu metrów Szymon Sobczak. Goście natychmiast i chyba zbyt zapalczywie ruszyli do odrabiania strat. Po faulu w centrum boiska na Kacprze Kasprzaku doszło do przepychanki, po której plac gry z czerwoną kartką opuścił Tomasz Boczek. Na taki rozwój wydarzeń cały bielski obóz zareagował w najlepszy z możliwych sposobów. Trener Piotr Tworek desygnował na murawę trzech graczy z pełnym zasobem sił. Nowotarżanie dali się zaskoczyć jednej z pierwszych szarż prawym skrzydłem Gabriela Kasprowicza, po którego precyzyjnej centrze piłkę głową wpakował do bramki D. Ściślak. Bramkową równowagą „rekordziści” nie cieszyli się zbyt długo. Kiedy Bielszczanie zostali w komplecie zepchnięci do obrony własnego pola karnego najzwyczajniej zabrakło doskoku do pozostawionego bez opieki Arkadiusz Nowaka, a że 20-latkowi wyszedł tzw. strzał życia, to już inna kwestia.
Na emocjonującym finiszu podwyższyć prowadzenie Podhala mógł Sz. Sobczak, po drugiej stronie najbliżej - nie znaczy blisko - doprowadzenia do remisu byli Mateusz Klichowicz i Daniel Świderski, których uderzeniom brakował mocy lub precyzji. Zatem nie udało się biało-zielonym kontynuować zwycięskiej passy…
W piątkowe popołudnie (godz. 15:30) drugoligowcy Rekordu podejmą przy Startowej nowosądecką Sandecję.
TP/foto: TZ
Podhale Nowy Targ – Rekord Bielsko-Biała 2:1 (0:0)
1:0 Sobczak (65. min., głową)
1:1 Ściślak (75. min., głową)
2:1 Nowak (82. min.)
Rekord: Kaczorowski – Pawłowski, Boczek, Sobociński, Mazurek (19. Sapiński), Ściślak, Gibiec, Tekieli (74. Kasprowicz), Ryś, Ceglarz (24. Kempny, 74. Klichowicz), Kasprzak (74. Świderski)
NKP Podhale TV (zapis konferencji prasowej):
najbliższy mecz
ul. Startowa 13, 43-300 Bielsko-Biała