Po pierwszej części finałowego, pucharowego dwumeczu, umowne „1:0” dla Lubawian, rewanż już w niedzielę.
Całe spotkanie oparte było na walorach fizycznych i motorycznych. Oba zespoły zmusiły się do znaczącego wysiłku energetycznego, a tempo meczu - poza krótkimi fragmentami - było całkiem wysokie.
Bardziej nerwowo weszli w to starcie gospodarze. Grający bardzo wysoko ustawioną linią obrony gracze Constraktu już na wstępie mieli dwie dogodne okazje bramkowe. Dyspozycja Michała Kałuży została sprawdzona już na „dzień dobry”, w drugim przypadku piłkę sprzed linii bramkowej wybił Paweł Budniak.
Gdy nie udało się wypracować klarowniejszych szans pod bramką w konstrukcji, sięgnięto po inny oręż - stałe fragmenty gry. Po dograniu Pedrinho gola otwarcia wyniku zdobył Pedro Pereira. Bielszczanie odpowiedzieli pięknym za nadobne, także po rzucie rożnym. Wstrzelenie piłki w pole bramkowe P. Budniaka zaskoczyło źle ustawionego Kacpra Sendlewskiego i piłka znalazła drogę do bramki gości.
Na kolejne trafienia trzeba było poczekać do końcowych sekwencji pierwszej odsłony. Po sprytnym zagraniu piętą Franco Spellanzona futsalówkę z ok. 6-ciu metrów skierował pod poprzeczkę Miguela Kenji. Bliski riposty był Gabriel Rinaldin, którego uderzenie z dwóch metrów jakimś cudem sparował golkiper Rekordu. Tego szczęścia zabrakło, gdy Pedrinho po wyłuskaniu piłki spod nóg Franco Spellanzona przymierzył celnie przy słupku.
Do 34. minuty meczu obie drużyny trzymały się we wzajemnym klinczu. Na parkiecie więcej było walki, czasami wręcz, niż futsalowego artyzmu. Tak, jakby oba zespołu za wszelką cenę chciały uniknąć brzemiennego w skutkach błędu. Pierwsi - jak się wydawało - popełnili poważną pomyłkę przyjezdni. Za faul, uderzenie w twarz Martina Došy, do szatni z czerwoną kartką odesłany został David Mataja. „Rekordziści” nie wykreowali sobie jakichś nadzwyczajnych okazji grając w dwuminutowej przewadze liczebnej, acz bliscy pokonania Roberta Gozi byli m.in. Guilherme Kadu i Edgar Varela. Gwoli ścisłości, w tym czasie Pedrinho zmusił M. Kałużę na najwyższego wysiłku.
Ewentualne niedostatki emocji gracze Rekordu i Constraktu nadrobili z nawiązką na finiszu. Wpierw Savio Valadares wygrał dwukrotnie „przebitkę” z bielskimi obrońcami, na finał lokując piłkę w bramce. Do remisu doprowadził G. Kadu, po widowiskowej akcji z M. Kenji. Najwyraźniej radość z wyrównania zdekoncentrowała biało-zielonych, gdyż po kilkunastu sekundach ponownie S. Valadares wykorzystał złe ustawienie „rekordzistów” w obronie.
Wygrana przy Startowej stawia Lubawian w korzystniejszej sytuacji, w obliczu niedzielnego rewanżu (g. 18). Warto jednak przypomnieć, iż ubiegłoroczna wygrana „rekordzistów” na parkiecie hali OSiR-u w Lubawie wcale nie była jedynym i odosobnionym przypadkiem. Po Puchar Polski sięgnie zespół, który lepiej, bardziej efektywnie spożytkuje krótki czas na regenerację. Kto wie, być może tym razem chwila futsalowego szaleństwa i ciut więcej konsekwencji w defensywie będą przy biało-zielonych? Oby!
TP/foto: PM
Rekord Bielsko-Biała – Constract Lubawa 3:4 (2:2)
0:1 Pereira (3. min.)
1:1 Sendlewski (5. min., samobójczy)
2:1 Kenji (16. min.)
2:2 Pedrinho (17. min.)
2:3 Valadares (37. min.)
3:3 Kadu (39. min.)
3:4 Valadares (39. min.)
Rekord: Kałuża – Gustavo Henrique, Zastawnik, Budniak, Pawlus, Doša, Spellanzon, Varela, Kadu, Marek, Kenji, Krzempek, Haraburda, Florek
najbliższy mecz
poprzedni mecz
ul. Startowa 13, 43-300 Bielsko-Biała