Powyższym tytułem opatrzono wywiad z Michałem Kałużą, bramkarzem reprezentacji Polski i bielskiego Rekordu, w witrynie Łączy Nas Piłka.
We fragmencie…
(…) Co pan pomyślał, kiedy poznał grupowych rywali? Portugalia, Włochy i Węgry – nie wygląda na wymarzony zestaw.
- Nie, ale o ile przy poprzednich losowaniach finałów mistrzostw Europy trzymałem kciuki za konkretnych rywali, miałem swoje życzenia, tak w tym wypadku było mi to właściwie obojętne. Przyglądałem się temu bez emocji. Wiem, że nasza reprezentacja ma swoją wartość, ale jeśli chcemy coś osiągnąć w mistrzostwach Europy czy jakimkolwiek innym wielkim turnieju, to losowanie powinno być sprawą drugorzędną. Musimy być przygotowani na każdego rywala, a czasem może być tak, że w grupie jest trudniej i jeśli się z niej wyjdzie, robi się łatwiej. Cztery lata temu po losowaniu panował optymizm, miało być dobrze, a wyszło zupełnie inaczej. Może my też mentalnie potrzebujemy dużego wyzwania, by od początku wejść na najwyższe obroty. Przy okazji losowania zastanawiałem się jedynie, gdzie będziemy grać.
I gdy wypadło na Słowenię, to jakie były skojarzenia?
- Chciałem grać na Litwie lub Łotwie, bo to by oznaczało, że mierzymy się z którymś z tych gospodarzy. Tym bardziej że jeszcze tam nie grałem. Ale ze Słowenii mam dobre wspomnienia. W 2018 roku podczas mistrzostw Europy z grupy nie wyszliśmy, jednak wówczas system był inny, bo rywalizowano w trzyzespołowych grupach. (…)
Całość do przeczytania - tutaj.
dodał: TP/foto: PP