Bielszczanie na prowadzeniu w rywalizacji o brązowy medal MP.
Wyjąwszy początkową fazę spotkania po graczach obu zespołów widać było trudy półfinałowych zmagań. Kwestie fizyczne to jedna strona medalu, a druga - zmęczenie psychiczne całosezonową batalią, dostrzegalne szczególnie u Lubawian. No i jeszcze jedna kwestia - absencje. Goście przybyli do Bielska-Białej bez Sebastiana Grubalskiego i Adriano Lemosa oraz „wykartkowanego” Pedro Pereiry. W niewielkim wymiarze czasowym wystąpił Savio Valadares, a Roberto Gozi - awizowany w wyjściowej „piątce” - całe spotkanie obejrzał z ławki rezerwowych. U gospodarzy zabrakło kontuzjowanego Miguela Kenji, a już w pierwszej połowie z urazem zakończył występ Guilherme Kadu.
Póki obie ekipy emanowały energią, kibice oglądali wyśmienite widowisko. Szczerze przyznajmy, obie drużyny - zwłaszcza przyjezdni - nieszczególnie przykładały się do obowiązków obronnych. Szczęściem, bramki Rekordu strzegł do 35. minuty fenomenalnie dysponowany Michał Kałuża. Golkiper biało-zielonych nie dość, iż kilku interwencjami mógł doprowadzić rywali do łez, to świetny występ podkreślił dwoma asystami. Przy pierwszym golu i podaniu golkipera tylko Beniamin Tušar wie, co chciał zyskać uchylając się od wybicia piłki z pola bramkowego. Kacprowi Pawlusowi pozostało jedynie „rozpakować prezent” i zmusić do kapitulacja Huberta Zadrogę. Prowadzenie „rekordzistów” podwyższył bezpośrednim uderzeniem ze stojącej piłki Franco Spellanzon. Ale i gospodarze nie byli wolni od pomyłek w obronie. Bierność, pasywną postawę wykorzystał Gabriel Rinaldin, „podcinką” pokonując M. Kałużę. Ostatni „fajerwerk” w tej części odpalił Edgar Varela po dograniu z kornera Pawła Budniaka, przy pasywnej postawie Lubawian.
Z drugiej części odnotowania wartych jest raptem kilka boiskowych zdarzeń. Daleki i celny wyrzut M. Kałuży, sfinalizowany przytomnym lobem nad bramkarzem przez Michała Marka. Od 30. minuty goście nieskutecznie próbowali odrobić straty z „lotnym” bramkarzem, Kacprem Sendlewskim. Parokrotnie na przeszkodzie w zdobyciu gola stanęło „aluminium”. „Rekordziści” zaliczyli trzy takie trafienia, przyjezdni - jedno. No i dyskusyjna, sporna sytuacja z 35. minuty, gdy doszło do kontaktu M. Kałuży z Pawłem Kaniewskim poza polem karnym. W „pierwsze tempo” sędziowie upomnieli bramkarza żółtą kartką, po proteście sztabu Constraktu i zastosowaniu Video Support, zmieniając jej kolor na czerwony. Kontrowersja!
Niby Lubawianie zyskali nieco wiatru w żagle, ale defensywa Rekordu do końca pozostała szczelna, a i broniący dostępu do bramki na finiszu Jakub Florek spisał się bez zarzutu.
W środę rywalizacja toczona do dwóch zwycięstw przeniesie się do Lubawy.
PS. Spotkanie poprzedził miły akcent, gdy Piotr Szymura, wiceprezes Rekordu, wręczył w imieniu bielskiego klubu okolicznościowy list Pedrinho, który kończy siedmioletni okres gry w barwach Constraktu. Na boisku Brazylijczyk zawsze prezentował nietuzinkowe umiejętności i ponadprzeciętny talent, poza nim - serdeczność i nieodłączny uśmiech. Nasze uznanie, respekt i podziękowanie za rywalizację fair-play.
TP/foto: SzB
Rekord Bielsko-Biała – Constract Lubawa 4:1 (3:1)
1:0 Pawlus (3. min.)
2:0 Spellanzon (4. min., z rzutu wolnego)
2:1 Rinaldin (6. min.)
3:1 Varela (8. min.)
4:1 Marek (24. min.)
Rekord: Kałuża (Florek) – Doša, Kadu, Varela, Marek, Gustavo Henrique, Zastawnik, Budniak, Pawlus, Spellanzon, Haraburda, Krzempek, Wykręt
najbliższy mecz
poprzedni mecz
ul. Startowa 13, 43-300 Bielsko-Biała