Trzy fundamenty powrotu do zdrowia Martyny Gąsiorek.
Wahadłowa futbolowych "rekordzistek" pojawiła się na boisku w meczu sparingowym przeciwko Czarnym Sosnowiec. Był to powrót po setkach dni, związanych z operacją i rehabilitacją stawu kolanowego. O tym, co działo się u niej przez ten czas, jak się aktualnie czuje przeczytacie Państwo poniżej.
Minął ponad rok odkąd pojawiłaś się ponownie na boisku. Sporo czasu zmagałaś się z poważną kontuzją.
- Nie ukrywam, że to był bardzo trudny czas. Zerwanie więzadeł w kolanie to jedna z najpoważniejszych kontuzji, z jakimi może zmierzyć się zawodnik i nie chodzi tylko o powrót do pełnej sprawności fizycznej, ale przede wszystkim o aspekt mentalny. Rok bez udziału w meczu, bez treningów z drużyną, za to z codzienną, mozolną pracą i walką o siebie — to ogromne wyzwanie. Od samego początku wiedziałam jednak, że zrobię wszystko, aby wrócić silniejsza. Ten okres nauczył mnie cierpliwości, wytrwałości i ogromnej pokory.
Możesz przybliżyć kulisy rehabilitacji? Krok po kroku, jak wyglądał powrót do sprawności?
- Rehabilitacja bardzo mnie zahartowała. Moment, w którym musisz nauczyć się od nowa chodzić i wykonywać najprostsze, codzienne czynności, uświadamia, jak wielką wartością jest zdrowie i jak często je bagatelizujemy. Jak w każdym długim procesie, były wzloty i upadki. Dni, kiedy wszystko szło zgodnie z planem i widziałam realny progres, ale też takie, gdy pojawiał się ból, zmęczenie czy zwątpienie. Najtrudniejsze były chwile, kiedy postępy wydawały się bardzo powolne. W takich momentach ogromne znaczenie miało wsparcie najbliższych, sztabu medycznego i drużyny. Chciałabym szczególnie podziękować naszemu trenerowi motorycznemu, Piotrkowi Bartkiewiczowi — za profesjonalizm, cierpliwość i to, jak dobrze o mnie zadbał. To również dzięki niemu jestem dziś w tym miejscu i mogę znowu robić to, co kocham.
Zagrałaś kilkadziesiąt minut w sparingu z Czarnymi Sosnowiec. Były obawy, stres? Jak się czułaś na boisku?
- Nie będę ukrywać — stres był ogromny. Przed meczem z Czarnymi Sosnowiec w głowie pojawiało się mnóstwo myśli. To był mój pierwszy występ po tak długiej przerwie, więc emocje były czymś naturalnym. Jednak w momencie, kiedy weszłam na boisko, wszystko nagle ucichło. Została tylko gra. Czułam radość, wdzięczność i ogromne szczęście, że znów mogę być częścią drużyny na murawie. Chciałam po prostu cieszyć się każdą chwilą. Dopiero po końcowym gwizdku zeszły ze mnie wszystkie emocje. Pojawiło się wzruszenie i ogromna ulga, że się udało. Wtedy szczególnie poczułam, jak wielkie znaczenie ma wsparcie drużyny i najbliższych. Dziewczyny były przy mnie, usłyszałam wiele ciepłych słów i dodały mi mnóstwo otuchy. To tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, jak silną jesteśmy grupą.
Pozostaje życzyć przede wszystkim zdrowia i do zobaczenia na inauguracji z GKS-em Katowice.
- Dziękuję bardzo. Zdrowie jest teraz dla mnie absolutnym priorytetem. Najważniejsze to mądrze budować formę i stopniowo wracać do pełnego rytmu meczowego. Mam nadzieję, że na inauguracji z GKS Katowice pokażemy się z dobrej strony i sprawimy kibicom dużo radości. Do zobaczenia na stadionie!
WB/foto: PP