W rozmowie z Samuelem Janią, szkoleniowcem futsalistek bielskiego Rekordu, poruszamy parę bieżących, istotnych kwestii.
Z jednej strony cieszy i dumą napawa zainteresowanie „rekordzistkami” ze strony klubów topowych lig europejskich, z drugiej - odejście Natalii Majewskiej i Izabeli Tracz w połowie sezonu, budzi obawy przed dalszą częścią rozgrywek…
- Do tego pytania pozwolę się odnieść w troszkę dłuższej wypowiedzi, bo te ruchy na pewno wzbudziły wiele pytań. Uważam, że na ten moment jest to największa wartość nas, jako klubu, ponieważ w dwóch najlepszych ligach w Europie grają cztery zawodniczki legitymujące się polskim paszportem i - co dla nas niezwykle istotne - wszystkie odchodziły za granicę z Rekordu. To pokazuje w jaki sposób pracujemy i przede wszystkim, że jest to proces, który jest powtarzalny i my, jako Rekord, ponownie stajemy się w czymś prekursorami.
Jeśli chodzi o dziewczyny, które wykonały te ruchy nie mam tu absolutnie wątpliwości, że zrobiły to bardzo świadomie i jest to wyjątkowy akt odwagi pójścia po swoje marzenia. Trzeba znać język, trzeba potrafić sobie poradzić samej w wielu życiowych sytuacjach i mieć cele, a tych niewątpliwie nie brakowało w przypadku wspomnianej dwójki, czy odnosząc się do przeszłości, całej czwórki „rekordzistek” grających na obczyźnie. I choć w przypadku męskiego futsalu taki wyjazd mieliśmy tylko jeden (Michała Kałuży), to tutaj kwestia marki i profesjonalizmu naszej FOGO Futsal Ekstraklasy nieodstającej od światowego topu jest widoczna, o tyle myślę, że Ekstraliga Futsalu Kobiet to nie jest szczyt dla wielu zawodniczek w niej grających. Dlatego cieszy fakt, że dziewczyny próbują, a dla nas najlepsza wizytówką tego co robimy jest fakt, iż tak markowe kluby pytają o nasze zawodniczki.
Odnosząc się do drugiej części pytania należy wspomnieć, że mamy szeroką kadrę właśnie po to, aby kolejne, pełne motywacji dziewczyny dostały swoją szansę, a my wraz ze sztabem zrobimy wszystko, aby ją wykorzystały nie tylko na poziomie krajowym, ale również międzynarodowym.
Dwie diametralnie różne połowy „rekordzistek” w meczu Targowianką zremisowanym 2:2 nakazują sądzić, iż niezmiennie dużo pracy wymaga sfera mentalna. Prawda, czy fałsz?
- Prawda. Skoro potrafimy świetnie zagrać z AZS UAM Poznań i pokazać pełnię naszych umiejętności w ataku, jak i w obronie, to ciężko stwierdzić, że to Targowianka sprawiła nam tyle kłopotów. Większość z nich niestety sprokurowaliśmy sami i na pewno sporo pracy nas jeszcze czeka w tej sferze. Nie wątpię, że przy ogromnym zaangażowaniu uda nam się to zrobić. Z niecierpliwością czekam na kolejne treningi i mecze…
4:0 z AZS-em UAM Poznań na otwarcie rundy rewanżowej był dotychczas najlepszym występem biało-zielonych w sezonie?
- Myślę, że w wielu momentach - tak. Przygotowanie do meczu, realizacja założeń, „mental” i strategia obrana na to spotkanie - to wszystko było w tym meczu. Wracając jednak do meczu z Targowianką, jestem przekonany, że gdybyśmy nałożyli kalkę na te oba mecze wynik byłby podobny. Mamy jednak rezerwy w tym co robimy I obiecuję, że nie przestaniemy ciężko pracować, aby te rezerwy zmniejszać.
Podkreślałeś niejednokrotnie - skoncentrujmy się na drodze, nie na celu! Zatem jakie są najbliższe „przystanki” Bielszczanek?
- Droga będzie teraz niezwykle ważna. W tym sezonie wybojów nie brakuje, a bardzo często wymagamy od siebie perfekcjonizmu. Ta droga nigdy się oczywiście nie skończy, ale najbliższe „przystanki” stawiają przed nami wyzwania w doskonaleniu naszej gry w ataku, przede wszystkim w posługiwaniu się piłką. Chciałbym wrócić do czasów, gdy nas to charakteryzowało najbardziej. Uważam mimo wszystko, że to zawsze kapitał, którego nie da się nie docenić. Gry w obronie zdecydowanie łatwiej się nauczyć.
Co do rzeczywistych „przystanków”, na pewno zespoły, z którymi będziemy się mierzyć w najbliższych tygodniach będą wymagać od nas adaptacji do panujących warunków. Ale wierzę w te osoby, które przecież sam dobierałem, i które również chcą tutaj być.
TP/foto: PP
najbliższy mecz
poprzedni mecz
ul. Jaworzańska 116, 43-300 Bielsko-Biała