Nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż po drugoligowych derbach znów więcej mówi się i pisze o kwestiach pozasportowych. Niemniej nikt w biało-zielonym obozie nie chowa głowy w piasek, stąd krótka rozmowa z wywoływanym - tu i ówdzie - do tablicy Tomaszem Boczkiem.
Tomek – gratuluję derbowego zwycięstwa, ale na wstępnie pomarudzę i ucieknę się do kolokwializmu - gdzie byliście przez trzy kwadranse pierwszej połowy?
- Dzięki za gratulacje. Trzy kwadranse pierwszej części były dla obu stron nerwowe. Nie wiem, być może ranga spotkania wywołała u nas taki boiskowy paraliż? Przez to, w niektórych fragmentach pierwszej połowy graliśmy tak, jak tego chciało i oczekiwało Podbeskidzie. To z kolei skutkowało utratą gola oraz kolejnymi szansami dla rywali.
Zgodzisz się z tezą, że kluczowe okazały się (w dowolnej kolejności): zmiany, postawa w bramce Wiktora Kaczorowskiego i ofiarna praca w defensywie?
- Po kolei. Zmiany przeprowadzone po godzinie były dla nas pozytywnym elementem meczu, wniosły do naszej gry świeżość, energię. Co do postawy Wiktora, odkąd jest z nami wiemy, że jest bardzo dobrym bramkarzem, że możemy na nim polegać. Kiedy tego wymaga sytuacja staje na wysokości zadania, niejednokrotnie ratując nam skórę. A co do ostatniego z wymienionych aspektów, ujmę to tak… Derby mają to do siebie, iż często wygrywa jest zespół bardziej zdeterminowany, co w dużej mierze trzeba zademonstrować w grze obronnej. Ale to też nie jest wyłącznie praca ludzi ustawionych w linii defensywnej i w bramce, na to składa się ciężka i ofiarna robota całej drużyny. I tylko dlatego przetrwaliśmy kilka trudnych momentów w niedzielnym spotkaniu.
Emocje końcowych minut meczu spotęgowały skok poziomu adrenaliny - to naturalne, ale niektóre reakcje z Waszej strony były niepotrzebne, niestosowne, w tym także z Twojej strony.
- W zasadzie wszystko co miałem, mam do powiedzenia w tej materii jest zawarte w przeprosinach, które zostały opublikowane na facebook’u, na klubowym profilu. Dodam tylko, że przez całą swoją karierę zawodniczą nie zdarzyło mi się otrzymać tzw. bezpośredniej czerwonej kartki, nigdy nie byłem dyskwalifikowany. Ale jestem tylko człowiekiem, tym razem nerwy mnie zawiodły, poniosło mnie. Raz jeszcze - przepraszam za niestosowne zachowanie.
Po meczu trener Piotr Tworek dał do zrozumienia, że przed sobotnim starciem z Resovią przyda się trochę lodu na głowę. Podejrzewam, że jako najbardziej doświadczony z „rekordzistów” podzielasz opinię szkoleniowca?
- Tak, podzielam. Owszem, wygrana w derbach smakuje podwójnie, wyzwala mnóstwo dodatkowych emocji, ale to nadal „tylko” trzy punkty. Przed nami kolejny, bardzo ważny mecz, stąd rzeczywiście, trochę lodu na głowy się przyda. Do meczu z Resovią musimy podejść z pełną koncentracją i determinacją, podobnie jak do drugiej części niedzielnego spotkania. Wprawdzie to już nie będzie rywal „z naszego podwórka”, ale do zgarnięcia są znowu trzy punkty. A w naszej sytuacji w tabeli to jest najważniejsze, tylko to się liczy!
TP/foto: SzB
najbliższy mecz
poprzedni mecz
ul. Rychlińskiego 19; 43-300 Bielsko-Biała