Czwarte derby Bielska-Białej o drugoligowe punkty, w których po raz pierwszy po wygraną sięgnęli… gospodarze.
To bowiem biało-zieloni, z formalnego punktu widzenia, rozgrywali mecz na Stadionie Miejskim „u siebie”.
I przyznajmy, przez spory czas trwania spotkania zanosiło się na powtórkę z historii, czyli wygraną gości. Wydawało się, iż zmiana miejsca rozgrywania derbowej potyczki odbije się „rekordzistom” czkawką. Na to przynajmniej wskazywał obraz meczu przez blisko godzinę rywalizacji.
W 8. minucie rozgrywający świetne spotkanie Krzysztof Kolanko zgubił Dawida Mazurka (na zdjęciu, przy piłce), ale nieszczęściu zapobiegł wybijający piłkę zmierzającą do bramki Dariusz Pawłowski. Niemniej groźnie zapowiadała się szarża 19-latka z 17. minuty, przerwana faulem Tomasza Boczka. Biało-zieloni „doigrali się” trzy minuty później, gdy piłkę po silnym strzale Oskara Tomczyka wypuścił przed siebie Wiktor Kaczorowski. Celna dobitka K. Kolanki była zwykłą formalnością. Kluczowa w tej fazie spotkania była lepsza gra drugiej linii Podbeskidzia. Natomiast poza pojedynczymi zrywami Mateusza Klichowicza ekipa z Cygańskiego Lasu nie zagrażała rywalom. Najogólniej, wyglądało to z boiskowych wydarzeń tak, jakby Podbeskidzie wyszło na murawę, aby ten mecz wygrać, Rekord - aby rozegrać.
Co gorsza, na minutę przed końcem pierwszej odsłony doskonałej okazji na podwyższenie prowadzenia nie wykorzystał Dalibor Takač, który z 6-ciu metrów strzelił wprost w W. Kaczorowskiego.
Po przerwie, dość zaskakująco nie doszło do roszad w zespole trenera Piotra Tworka. Jedyna, zauważalna zmiana polegała na tym, że gracze Podbeskidzia przestali być stroną dominującą, ba - momentami bezbarwną. W 57. minucie mógł/powinien doprowadzić do wyrównania M. Klichowicz, który nie trafił w futbolówkę z niewielkiej odległości od bramki, po precyzyjnym dograniu Jana Ciućki. Uznajmy, iż była to pierwsza jaskółka „rekordzistów”… Prawdziwą, boiskową wiosną powiało po zmianach z 60. minuty. Biało-zieloni wreszcie zyskali na energii, na witalności, a gra na jakości. To wystarczyło, by szczelną dotychczas obronę rywali zmusić do popełniania błędów. Dwa z nich nominalnie boczni obrońcy Rekordu wykorzystali bezlitośnie. Po dorzucie Daniela Ściślaka, po przekątnej „szesnastki”, optymalnie akcję zamknął ustawiony w okolicy tzw. dalszego słupka D. Mazurek. Z kolei Jakub Kempny skorzystał na zbyt krótkim piąstkowaniu Konrada Forenca, w niemałym „karambolu” torując piłce drogę do bramki.
Gwoli sprawiedliwości, zanim „rekordziści” przechyli na swoją stronę szalę zwycięstwa, bardzo blisko ponownego objęcia prowadzenia byli piłkarze Podbeskidzia. Sytuacje określane mianem „setki” lub zbliżone do takowych mieli np. O. Tomczyk (64. min.), pięć minut później Marcin Urynowicz i w 79. minucie spotkania główkujący Maciej Górski. Przy każdej z tych sytuacji topową interwencję zaliczył W. Kaczorowski!
Po przeciwnej stronie i kontrze Jakuba Rysia z Michałem Hornikiem, dobrej szansy nie wykorzystał M. Klichowicz, pozwalając się ubiec w polu karnym Mateuszowi Kizymie.
Uff, od strony stricte sportowej derby nie były widowiskiem wysokiej jakości, natomiast od strony emocjonalnej usatysfakcjonowały…, przynajmniej zwycięską drużynę.
TP/foto: PM
Rekord Bielsko-Biała – Podbeskidzie Bielsko-Biała 2:1 (0:1)
0:1 Kolanko (20. min.)
1:1 Mazurek (63. min.)
2:1 Kempny (85. min.)
Rekord: Kaczorowski – Pawłowski (60. Kempny), Boczek, Sobociński, Mazurek, Gibiec (69. Ryś), Ściślak, Łaski (60. Tekieli), Ciućka, Klichowicz (78. Kasprzak), Świderski (60. Hornik)
Rekord TV (zapis pomeczowej konferencji prasowej):
najbliższy mecz
poprzedni mecz
ul. Startowa 13, 43-300 Bielsko-Biała