Niebezpieczne sytuacje

Taki urok futbolu - gra „rekordzistów” mogła przypaść do gustu, ale to rywale byli blisko zgarnięcia pełnej puli, rozmawiamy z Krzysztofem Żerdką.

Chyba nikt przed meczem nie zakładał, że bohaterem meczu ze Skrą będziesz właśnie ty – bramkarz Rekordu?

- Ani przed spotkaniem, ani na jego początku wcale się na to nie zanosiło. To my, można powiedzieć, dominowaliśmy, mieliśmy więcej z gry, ale to częstochowianie dochodzili do lepszych sytuacji bramkowych, niż my.

Sytuacja sam na sam z Danielem Ruminem oraz jego uderzenie w doliczonym czasie gry, próba kilkudziesięciometrowego loba w wykonaniu Damiana Nowaka i obroniony przez ciebie rzut karny napastnika Skry, niby więcej roboty miał po przeciwnej stronie Kamil Kosut, za to twoja praca była „konkretniejsza”…

- Tak jak powiedziałem, Skra miał te trzy, cztery bardzo niebezpieczne sytuacje, lepsze od tych, które my tworzyliśmy. My w zasadzie nie mieliśmy takiej okazji, którą nazwać można było „setką”. Były strzały głową, uderzenia z dystansu, dośrodkowania, ale bramkarz Skry wszystko to fajnie bronił. Na całe szczęście udało się dograć „na zero” w tyłach, ale trzech punktów szkoda. Niemniej zdobyty jeden punkt trzeba szanować. To był wyrównany w sumie mecz, choć ze wskazaniem na nasz zespół.

Rzut karny – czekałeś, wiedziałeś, czy po prostu miałeś szczęście?

- Starałem się czekać, ale też wybrać róg, w który się rzucę. Dopisało szczęście, bo zostawiłem w odpowiednim miejscu lewą rękę, a piłka po odbiciu nabrała takiego kierunku, że przeleciała nad poprzeczką. Przez moment miałem obawę, czy sam sobie jej nie „wpakuję” do bramki.

Już we wtorek mecz wyjazdowy z Polonią Głubczyce, beniaminkiem i zespołem niespecjalnie nam znanym…

- Przeczuwam, że to będzie ciężki wyjazd. Tu, w tej lidze, nie ma łatwych meczów, nikt punktów nie odda za darmo. Przekonany jednak jestem, że odpowiednio się do tego spotkania przygotujemy i postaramy się wywieźć z Głubczyc trzy punkty. Powalczymy o pełną pulę, choć mamy świadomość, że np. BKS męczył się z Polonią.

TP/foto: Paweł Mruczek