Rekord B-B – GKS Bełchatów 2:6 (2:3)

Osiem goli, sporo emocji, dobre widowisko, ale wynik końcowy usatysfakcjonował wyłącznie drugoligowca..

Rekord Bielsko-Biała – GKS Bełchatów 2:6 (2:3)

0:1 Bartosiak (6. min.)

1:1 Sobik (13. min.)

2:1 Szędzielarz (28. min.)

2:2 Flaszka (36. min.)

2:3 Rachwał (39. min., z rzutu karnego)

2:4 Pietroń (53. min., głową)

2:5 Flaszka (74. min.)

2:6 Thiakane (90. min.)

Rekord: Żerdka – Gaudyn, Profic, Rucki, Żołna, Ogrocki (66. Czernek), Nagi, Szędzielarz (58. Solorzano), Sobik, Hilbrycht, Hałat (80. Kubica)

GKS: Lenarcik – Pietroń, Grolik, Bociek (80. Zieliński), Ryszka, Rachwał, Tiakane, Bartosiak (83. Chwalowski), Chwastek (68. Klepczyński), Garuch, Flaszka

Świetna aura, doskonała atmosfera, niemal tysięczna publiczność na trybunach stadionu przy Startowej, i tylko ten wynik końcowy…Różnica czterech goli na korzyść bełchatowian była cokolwiek za wysoka w porównaniu do obrazu całości spotkania. Skwitujmy tak – póki bielszczanie dysponowali zasobem sił pozwalającym na nawiązanie równorzędnej gry, rezultat był bardziej niż przyzwoity dla „rekordzistów”. Początkowa trema u trzecioligowców minęła ze stratą pierwszego gola już w 6. minucie. Mateusz Gaudyn nie upilnował Emile Thiakane, a Bartłomiej Bartosiak chytrze ubiegł środkowych obrońców i nieszczęście było gotowe. Owszem, niedługo później swoje kolejne szanse mieli goście, ale to Marek Sobik zachwycił w 13. minucie doprowadzając do wyrównania. To, w jaki sposób skrzydłowy Rekordu „zabawił się” z obrońcami i jak wykończył indywidualną akcję wzbudziło głośne uznanie na trybunach. Wyraźnie rozochoceni trafieniem bielszczanie szukali kolejnych okazji bramkowych, i co ważne – mieli je. W 27. minucie Dawid Hałat przegrał pojedynek z bramkarzem GKS-u, ale już w 60 sekund później Łukasz Szędzielarz pokonał Pawła Lenarcika uderzeniem z pola karnego. Gol na 2:1 dla gospodarzy był ogromną zasługą Damiana Hilbrychta, który wyłuskał piłkę spod nóg Mikołaja Boćka. Skądinąd defensor z Bełchatowa był w tym fragmencie meczu chyba najbardziej zapracowanym z ludzi Mariusza Pawlaka, Przy prowadzeniu „rekordzistów” na moment tempo gry uspokoiło się. To był jednak tylko krótkotrwały moment, gdyż sygnał do ataku przyjezdnych dał po raz kolejny w meczu senegalski skrzydłowy bełchatowian. To E. Thiakane zainicjował akcję bramkową na 2:2. Bielszczanie omal nie dopowiedzieli w kilkadziesiąt sekund później. Po wstrzeleniu futbolówki przez D. Hałata bliski samobójczego trafienia był Marcin Grolik. I „po sprawiedliwości” remisowy wynik do przerwy nikogo nie skrzywdziłby, rzecz jednak w tym iż w 38. minucie arbiter podyktował dyskusyjną „jedenastkę” dla gości. Jej bardzo pewnym egzekutorem okazał się kapitan przyjezdnych Patryk Rachwał. I na to trafienie gospodarze mogli jeszcze śmiało zareplikować. W 44. minucie, po wolnym M. Sobika, Dawid Ogrocki z 7-8-u metrów przeniósł piłkę nad poprzeczką.

Nadzieje na wyrównanie w drugiej odsłonie meczu dość rychło okazały się płonne. W 54. minucie gry, po stałym fragmencie w wykonaniu piłkarzy z Bełchatowa „rekordziści” przegrali dwa starcia główkowe, to drugie okazało się brzemienne w skutkach. Po dograniu M. Grolika swojego gola w meczu ustrzelił Łukasz Pietroń.

Przy prowadzeniu 4:2 wyszła cała dojrzałość drugoligowców oraz co tu ukrywać, lepsze przygotowanie fizyczne. Temu akurat trudno się dziwić, gdy zważyć, że podopieczni Piotra Jaroszka meczem pucharowym zakończyli premierowy tydzień letnich przygotowań. Dla graczy GKS-u było koniec trzeciego tygodnia przedsezonowych treningów. A gdy zwyczajnie brakuje sił, gdy rywal jest po prostu szybszy i dokładniejszy, to i wiara w nawiązanie równej walki umyka. Stąd kolejne dwa gole dość łatwo zdobyte przez gości. Dla bielszczan „dodatkowych nagród” za ambicję i serce do gry los nie przewidział.

W najbliższy weekend, już w I rundzie Pucharu Polski bełchatowianie w pełni zasłużenie podejmą suwalskie Wigry.

TP/foto; Paweł Mruczek