Śląsk II Wrocław – Rekord B-B 0:2 (0:0)

 

Doczekaliśmy wyjazdowej wygranej bielszczan i awansu w tabeli!

Śląsk II Wrocław – Rekord Bielsko-Biała 0:2 (0:0) koniec meczu

0:1 Bojdys (62. min.)

0:2 Hilbrycht (77. min.)

Rekord: Góra – Maślorz (89. D. Iwanek), Bojdys, Waliczek, Żołna, Ogrocki (65. Gaudyn), Nagi (81. Szędzielarz), Hilbrycht, Sobik, Kubica, Hałat (59. Solorzano)

Po wygranej jastrzębia 4:0 nad rezerwami legnickiej Miedzi wiemy, iż zasłużony awans do II ligi wywalczyła ekipa GKS-u 1962. Wiemy także o tym, że mimo przegranej 0:1 z Pniówkiem degradacja nie dotknie Lechii Dzierżoniów, Po remisie 4:4 Unii ze Stalą Brzeg losy zespołu z Turzy Śląskiej uzależnione są od tego jak potoczy się dalszy proces licencyjny bytomskiej Polonii. Po wyniku spotkania przy Oporowskiej wiemy także, iż trzecioligowe szeregi opuści „dwójka” Śląska, a trzecie miejsce w tabeli zajmie bielski Rekord. Szczerze przyznajmy, jeszcze kilkanaście dni temu oba te rozwiązania zahaczały o science fiction. Wrocławianie w ostatnich kolejkach sygnalizowali wyraźną zwyżkę formy, a biało-zieloni wydawali się oddalać od lokaty na podium.

Od pierwszego gwizdka arbitra widać było po podopiecznych Dariusza Sztylki przemożną chęć wygranej i determinację. Napór z początkowych minut, mimo groźnych prób Daniela Łuczaka i Mathieu Scaleta, bielszczanie przetrzymali, by z czasem wyrównać obraz spotkania. „Rekordziści” parokrotnie zdołali zamknąć wrocławian w ich strefie obronnej, po kilku stałych fragmentach gości rozlegał się alarm pod bramką Śląska II. Tak było np. w 36. minucie, gdy po główce Michała Bojdysa wyborną interwencją wrocławski golkiper - Adrian Mynarski, uchronił swój zespół od niechybnej utraty gola. Niespełna dwie minuty później środkowy obrońca Rekordu zażegnał niebezpieczeństwo po akcji Adriana Repskiego z M. Scaletem. Do przerwy rezultat bezbramkowy, ale na nudę nikt nie narzekał. Prawdziwe emocje i dobrej jakości widowisko „rozkręciło” się w drugiej odsłonie.

A tak po prawdzie punktem zwrotnym w meczu okazał się gol dla Rekordu. Nie po raz pierwszy w zakończonym już sezonie bielszczanie wykorzystali tzw. stały fragment gry. Nie pierwszy też raz przy kornerze biało-zielonych (dośrodkowanie Marka Sobika) główną rolę odegrał M. Bojdys. Po jego uderzeniu głową piłka minęła linię końcową, i choć futbolówka nie wpadła do siatki, sędzia uznał gola. Gracze WKS-u w obliczu te straty oraz wieści napływających ze stadionów w Turzy Śląskiej i Dzierżoniowa zmuszeni zostali do frontalnego ataku. Dla „rekordzistów” otwierała się wiec wyśmienita okazja do skontrowania zdesperowanych gospodarzy. Gol na 2:0 padł jednak w zgoła innych okolicznościach. Po zbyt krótkim wybiciu piłki przez bramkarza udany przechwyt zaliczył Mateusz Kubica. Po wymianie błyskawicznych podań z Ronaldem Solorzano młody napastnik Rekordu minął golkipera Śląska II. Mając niezbyt dogodną pozycję strzelecką M. Kubica nie zachował się egoistycznie, dograł do będącego przed pustą bramką Damiana Hilbrychta, a samo trafienie było już tylko formalnością.

Końcowe sekwencje spotkania były niczym bicie głową przez piłkarzy WKS-u w bielski mur. My zapamiętamy je jednak z innego powodu, otóż w 89. minucie plac gry opuścił grający tego dnia z kapitańską opaską Andrzej Maślorz (na górnym zdjęciu). To był ostatni występ 32-latka w biało-zielonych barwach, któremu z szacunku pozostali z bielszczan utworzyli szpaler na zejście z murawy. Przez osiem lat gry w klubie z Cygańskiego Lasu popularny „Andrew” był wzorcem profesjonalizmu i uosobieniem spokoju, co szczególnie wyczuwalne było w trakcie zakończonego, wyjątkowo emocjonalnego sezonu. Za tych osiem lat, wiele świetnych występów – proste i krótkie – dzięki.

Podobne podziękowania należą się wszystkim w „rekordowej” ekipie, która po raz kolejny, trzecim miejscem w tabeli, potwierdziła trwałą przynależność do ścisłej, III-ligowej czołówki.

TP/foto-archiwum (z jesiennego meczu Rekord – Śląsk II) Paweł Mruczek